środa, 20 styczeń 2016 08:54

Szwedowi nie spodobały się występy cheerleaderek. Czy jest o co „robić aferę”?

Na zdjęciu Cheerleaders Wrocław, które występują m.in. podczas meczów Szwecji Na zdjęciu Cheerleaders Wrocław, które występują m.in. podczas meczów Szwecji fot. Przemysław Piotrowski

Może i małą niegrzecznością z mojej strony będzie prośba, aby przed umieszczeniem komentarza, wyrażający opinię o tekście przeczytał go do końca, to niemniej, w celu merytorycznej dyskusji się jej dopuszczam.

Podobno w miniony poniedziałek był Blue Monday. Jeśli tak, to zaraz po nim nadszedł Freaky Tuesday. Dlaczego? Właśnie we wtorek dzwoniło lub pisało do mnie mnóstwo znajomych z pytaniem: „o co chodzi z tymi cheerleaderkami?”. Na moją prośbę o doprecyzowanie dowiedziałam się, że kapitan szwedzkiej reprezentacji w piłce ręcznej skrytykował występy zespołu cheerleaders, zarzucając m.in. uprzedmiotowianie kobiet.

No i się zaczęło. Naprawdę nie sądziłam, że w tym samym czasie TVN24, Onet.pl, Program Trzeci Polskiego Radia i kilka innych źródeł będą pisać i mówić o cheerleaderkach. Prawdą jest, że podczas dużych imprez sportowych występy cheerleaders stały się punktem niemalże obowiązkowym. Za zadanie mają umilać kibicom czas i zachęcać do zabawy... I na tym skończę pisać rzeczy oczywiste. Najistotniejszą kwestią jest to, czy jest o co „robić aferę”?

Niestety, jest tak, że kiedy kobieta skrytykuje zespół cheerleaders, to od razu może się spotkać z zarzutem, że jest zazdrosna o figurę, urodę, talent itd. Tym razem zrobił to mężczyzna. Owszem, liczę się również z argumentami, że jest Szwedem, a oni są przewrażliwieni na punkcie równouprawnienia, a poza tym sami mają teraz problemy w swoim kraju. Niemniej jednak, czy przy okazji zaistniałej dyskusji, nie należy się zastanowić nad kilkoma kwestiami?

Od razu nadmienię, że nie będę się odnosiła do poglądów feministycznych, choć upatruję w nich wiele racji. Nie odnoszę się też konkretnie do żadnego zespołu. Wypowiedź kapitana szwedzkiej reprezentacji jest tylko przyczynkiem do pewnych rozważań.

r e k l a m a

Ilość a jakość. Czy naprawdę idziemy w dobrym kierunku?

Idziemy na łatwiznę... Coraz częściej obserwuję wzrost liczebności cheerleaderek w zespołach. Z jednej strony cieszy fakt, że tym cudownym sportem zajmuje się coraz więcej osób, z drugiej jednak strony martwi, że po wielokroć (czyt. nie zawsze) idzie to w parze z obniżeniem poziomu tanecznego grupy. Można się spierać czy na dużym boisku, prosty ruch wykonany przez 20 dziewczyn, wygląda lepiej niż trudna i ciekawa choreografia zatańczona przez sześć z nich. Jedno jest pewne, w wersji dwudziestoosobowej będzie on widoczny nawet z końcowych trybun, a wiadomo - widz chce coś widzieć. Proste. Prosto i równo? Nie zawsze.

Kolejną rzeczą, która przykuwa uwagę widza (to czy towarzyszą temu pozytywne czy negatywne emocje, to już osobna kwestia) są kuse stroje. Myślę, że mniej osób miałoby z nimi problem, gdyby nie repertuar w nich prezentowany. Kuse stroje widujemy w wielu dyscyplinach sportu i nikogo nie rażą, a to dlatego, że ani gimnastyczki, ani pływaczki synchroniczne, ani łyżwiarki figurowe, ani zawodniczki aerobiku sportowego nie wiją się wokół krzeseł, nie skupiają swojego występu tylko na swoich pośladkach, bądź zalotnym machaniem czupryną...

Czasami mam wrażenie, że trenerom i choreografom, kończą się pomysły i nie wiedzą jak przykuć uwagę widza wartościowym układem. Tancerki NBA też są skąpo ubrane, ale ich występy, mimo tego że wielokrotnie są zmysłowe, to nie ocierają się o wulgarność. Potrafią perfekcyjnie wykonać trudne elementy taneczne, są bardzo zsynchronizowane. Nie ma absolutnie nic złego w pokazaniu tego, że ma się ciało gibkie i rozciągnięte, należy się jednak zastanowić nad formą tego pokazu.

Chciałabym przy okazji nieśmiało przypomnieć, że cheerleading to również start w zawodach. Polska po wielokroć zdobywała czołowe miejsca na najważniejszych światowych imprezach. Szkoda, że wtedy takiego rozgłosu nie było. Od zawsze walczę ze stereotypami jakie istnieją wokół cheerleadingu. Przy niektórych choreografiach znalezionych na YouTube tracę argumenty. Zwłaszcza, że zdarza się, że wykonują je zespoły doświadczone, na których wzoruje się wiele młodszych stażem drużyn.

Bardzo szanuję Waszą pracę, ciężkie treningi, trzymanie diety. Pytanie tylko czy upraszczając układy i idąc na łatwiznę, nie sprawia się, że ludzie nie myślą o cheerleadingu jak o sporcie? Jesteście oglądane przez tysiące osób, macie szansę pokazać, że jest to SPORT. Przecież szkoda zmarnować taką szansę. Dobrą opinię buduje się długo, a niszczy szybko. Uważam, że na halach i arenach sportowych całe wydarzenie powinno pozostać w charakterze sportowym. Nie każdy musi się ze mną zgadzać. Czy teraz generalizuję i wrzucam wszystkie zespoły do jednego worka? Pamiętać należy, że przeciętny kibic nie zadaje sobie trudu, aby dowiedzieć się, który zespół aktualnie tańczy i czym się on różni od innych. To co prezentuje każdy team, wpływa na opinie o reszcie.Czy naprawdę idziemy w dobrym kierunku i czy naprawdę nie ma się czym przejmować? Czy same nie umacniamy tych krzywdzących stereotypów? Może i rzeczywiście nie ma o co kopii kruszyć, a ja się zwyczajnie czepiam.

Małgorzata Wrońska

Z cheerleadingiem związana od 2003 roku. Jedyny w Polsce certyfikowany przez Internetional Cheer Union trener cheerleadingu oraz sędzia rangi europejskiej z uprawnieniami European Cheer Union. Inicjatorka Cheer Project - zajmująca się szkoleniami trenerskimi.

Współpracuje z wieloma zespołami cheerleaders w Polsce. Prowadzi zespół NEXT CHEER Generation, który występuje na największych imprezach sportowych w Polsce.

Mistrz Polski Cheerleaders 2013, jej zespoły mają dwa tytuły Mistrza Polski Cheerleaders w kategorii Stunt (all girls 2013, mix 2014).

Małgorzata Wrońska na Facebooku

r e k l a m a

Obserwuj nas na Facebooku